Są dni, kiedy czuję się zwyczajną, typową kobietą. Siedzę w za dużej bluzie, czytam romanse, oglądam wszelkiego rodzaju filmy o miłości i zużywam tony chusteczek. Słucham smutnych piosenek i zastanawiam się, dlaczego jestem przygnębiona. Zajadam się czekoladą i popijam ją gorącą herbatą. Nawet gotować mi się nie chce.
Jestem bardzo sentymentalna. I pytanie, czy to jeszcze zaleta, czy już wada.